Młodociana jesień życia


Link 30.09.2009 :: 10:18 Komentuj (1)
Znowu przyszło mi pisać po długiej przerwie - nie żebym była aż tak zajęta, ja po prostu ostatnio jestem mocnym przykładem lenia śmierdzącego, zwłaszcza jeśli chodzi o rzeczy, których robić nie trzeba
lub nie trzeba na już
lub nie trzeba wcale
lub też tych, które trzeba, ale wymagają wysiłku.

moje lenistwo, jak wierzę i obserwuję bieże się z wyczerpania psychicznego no i oczywiście z zawirowań kuwetowo życiowych (też to odkryłam Amerykę, doprawdy!!!).

Przydałoby się napisać (chyba?) jak siuśki w kuwecie itp. No więc w końcu udało nam się jednak (JEDNAK - BO WĄTPLIWOŚCI W PEWNYM MOMENCIE BYŁY BARDZO DUŻE) ucieć z Szukającą Poklasku spod australijsko-germańskiego oprawcy. W związku z tym ja kończę (albo zaczynam)swe męki dotyczące życia zawodowego od poniedziałku, Szukająca od przyszłego miesiąca. Nasz oprawca o australijskich korzeniach lubiący panikę i wszelakie zdrobinienia imion damskich (jak Aluniuniuniuniunia) nie poszczycił się refleksją na temat przyczyn związanych z rozpadem 2/3 zespołu. Trudno - problem oprawcy.
Sytuacja jest mimo wszystko czysta miła i klarowna i w piątek nadchodzi pożegnanie - chyba przyniosę alkohol do pracy i wpompujemy go w żyły po 16:45, w końcu tak ważny dzień trzeba jakoś uczcić!!!!
Sytuacja ogólnie jest fajna, nie lubię wypalenia zawodowego bardzo, dlatego jest fajna, bo wypalenie się skończy w pewnym zakresie.
Strasznie mnie natomiast denerwuje (żeby nie przeklinać) reakcja wielu znajomych w stylu "O JEJU JEJU A CO TY TERAZ ZROBISZ, PRACE NOWA MASZ? NIE MASZ? O JEJU JEJU JEJU ALE JAK TO? JAK TY SOBIE PORADZISZ??? AAAA!!! MOWISZ, ŻE PORADZISZ? ZNAJDZIESZ PRACĘ??? NIEEE, TO NIE MOŻLIWE! ALE JAK TO? NIE PRZEJMUJESZ SIE? JAK TO? ANO DOBRA, W SUMIE TO DOBRZE, ŻE SIĘ NIE PRZEJMUJESZ, NO TAK TRZEBA BYĆ SILNYM, BLA BLA BLA ... to nic, że tę siłę właśnie w Tobie podkopuję. Eh ludzie.
Trudno uwierzyć niektórym jednostkom, że w świecie kryzysu dla człowieka przedsiębiorczego nie ma problemu, i że trzeba wierzyć w siebie nie tylko sloganowo i działać, działać i przeć do przodu! A nie załamywac ręce! Ale ja to rozumiem - nie potępiam - każdy myśli inaczej - ALE JEŚLI JESZCZE RAZ USŁYSZĘ KOMENTARZ W TYM STYLU, PRZYSIĘGAM DAM W PYSK NA OTRZEŹWIENIE, A NA DOKŁADKĘ KOPNĘ W DUPĘ! O!
ale dość już o tym, bo to nudne jak flaki z olejem.

Ciekawe jest natomiast pewne zjawisko, które niedawno zaobserwowałam.
Zjawisko, w którym młodzi ludzie, zakładający rodziny bądź nie, rodzący dzieci bądż nie, ale na pewno należacy do pokolenia urodzonych mniej więcej w latach 1978 - 1983 z wielkim oddaniem, a czasem nawet szaleństwem w oczach - na siłę kreują się na dojrzałych emocjonalnie, poważnych, nie przeklinających, dystyngowanych ludzi. Prawie jak arystokracja. No i oczywiście są w tym przecież tacy fajni - o przepraszam!!!, miałam na myśli tacy wielce interesujący .
Ogólny spokój, harmonia, wartości rodzinne, jesień życia itp.
Tyle, że to wszystko jakieś takie sztuczne, przyklejone, założone, jak jesienny płaszcz. Niepotrzebne. Do wyrzygania. Ja tego nie kupuję. Gdzieś tam w środku ktoś się dusi i to widać.
Zero radości życia - tylko obowiązki i powaga. DOJRZAŁOŚĆ. Z osób 20-paroletnich lub 30-sto letnich robią się ponad 40-sto latki. Ja uważam, że to smutne.
Uważam, że śmiać się, żartować, dokazywać i luzować, nie znaczy być niedojrzałym, mało inteligentnym, niewartym uwagi.
Nie znaczy prawda?
Czy może znaczy?

Może powinnam stać się szara, smutna, poważna, elokwentna, dystyngowana? (i to nie na spotkaniach biznesowych, ale w pubie na piwie z rówieśnikami)
Powinnam?!
Czy może jednak nie?

Muszę jak najszybciej wyjść za mąż i zrobić co najmniej czwórkę dzieciaczków? (ja nie mówię, że to złe, bo na pewno kiedyś zrobię tę mega zajebistą czwórkę ludzi).

Chyba mam kryzys niedojrzałej tożsamości.
Mam?
A może jednak nie mam?

Jak to mawia Szukająca poklasku : O FAKEN SZIT!!!!!




UFO