check up your safety belts - właściwe: Kuweta.


Link 25.07.2009 :: 16:07 Komentuj (5)
Przyszedł najwyższy czas na pierwszv wpis.

Piszę pierwszy, bo poprzedni, testowy, się nie liczy. Nazwijmy to - egzystencjalnie - nie wnosi nic... niech będzie więc zerowym.

Jak powinnam zacząć? Moje stereotypy narzucają mi, że powinno się zacząć od wytłumaczenia powodu założenia bloga, napisania o sobie bla bla bla i jeszcze trochę bla bla bla, a potem więcej bla bla bla. Nie chce mi się.
Ja zacznę od razu od tego, od czego powinnam - czyli od "tu i teraz".
No może trochę napiszę o tym, skąd się wziął blog, bo to trochę również to "tu i teraz". Wziął się z chęci wylania z siebie tego, co wewnątrz, oczywiście w nadziei (mało logicznej, jak to nadzieja), że przyniesie to ulgę wnętrznościom. Może stąd, że wypowiadanie i wylewanie z siebie tych nieusystematyzowanych twierdzeń niezainteresowanym jednostkom, nie przynosi ulgi. Może stąd, że jednostek - nawet takich - niezainteresowanych, tudzież "drobnie" zainteresowanych, jest coraz mniej lub nawet wcale.
Myślę, że to wystarczy.

Jakie jest to "tu i teraz"? Jest jak... Kuweta.
Taka normalna, nie ta z żurnala. Życiowa Kuweta.
Od 2 miesięcy powtarzałam to twierdzenie koleżance A.M. do znudzenia tyle razy, że już nawet stworzyłam moją własną "kuwetową teorię".

Życiowa Kuweta.
Jeden ją ma, inny nie - ja swoją mam nader wielką i brzydką. Moja Kuweta jest obsikana mocno "tu i teraz". A ja odczuwam silną i stałą potrzebę oczyszczenia jej, wywietrzenia, ułożenia drobinek piasku, jak trzeba. Tyle, że co biorę łopatkę do ręki, przychodzi kolejna jednostka i mi do niej sika, tudzież tak jakoś samo mi życie sika i nici z czyszczenia. Piasek rozgrzebany, rozsypany dookoła, a cuchnie tak, że trudno mi podejść choćby na dwa metry.

A ja nie chce mieć kuwety! Serio. No, bo niby po co mi kuweta? Kotem nie jestem - tak mi się przynajmniej zdaje. No więc "tu i teraz" jest takie, że ta kuweta moja sobie jest i nie chce zniknąć, i uwierzcie jest to strasznie frustrujące.

Skąd ta kuweta się w ogóle bierze? - spytacie. Myślę, że na pewno jest, bo ją zauważam. Jest również dlatego, że nic nie jest tak, jak być powinno (no może większość) - a przynajmniej nie tak, jak bym chciała. Bierze się stąd, że jak na swoje lata powinnam być, w moim przekonaniu, w zupełnie innym miejscu, a niżeli "tu i teraz" jestem. Bierze się stąd, że mam szczęście do spotykania jednostek wysoce wyrafinowanych, cwanych i wykorzystujących mą życiową naiwność, które z chęcią zamieniają me życie w kuwetę. Myślę, że ja też trochę tę kuwetę buduję - swym lękiem, niezdecydowaniem, napięciem, bojaźliwością etc. etc. etc.

A kuwety być nie może! Kuweta jest niszcząca niczym robactwo, każdy uśmiech potrafi obrócić w łzy, każdą radość potrafi zmienić w smutek, każdy kto ją widzi, bierze nogi za pas - ale Ty od swojej kuwety uciec nie możesz, choćbyś bardzo chciał. Musisz w niej siedzieć tak długo, aż nie posprzątasz. Czasem trwa to miesiące, czasem lata, innym zabiera to całe życie.

Ja w swojej siedzę już jakiś czas i mówiąc szczerze: znudziło mi się!
Tylko jak zrobić tak, by ją w końcu posprzątać? Jak wyrzucić ten cały zasikany syf, by w końcu zaczęło ładnie pachnieć?
Szukam odpowiedzi na te pytania i staram się powoli kupić większą łopatkę, by wyrzucić wszystkie siuśki poza moją kuwetę.

Jak już mi się uda i ta wielka brzydka śmierdząca kuweta zniknie - dam znać.
A do tego czasu zapraszam do przyjrzenia się - jak przewracam ziarenka piasku w mej kuwecie, tak by w końcu dojrzeć kiełkującą pod nimi ziemię.

UFO