Komentarze

check up your safety belts - właściwe: Kuweta.

Przyszedł najwyższy czas na pierwszv wpis.

Piszę pierwszy, bo poprzedni, testowy, się nie liczy. Nazwijmy to - egzystencjalnie - nie wnosi nic... niech będzie więc zerowym.

Jak powinnam zacząć? Moje stereotypy narzucają mi, że powinno się zacząć od wytłumaczenia powodu założenia bloga, napisania o sobie bla bla bla i jeszcze trochę bla bla bla, a potem więcej bla bla bla. Nie chce mi się.
Ja zacznę od razu od tego, od czego powinnam - czyli od "tu i teraz".
No może trochę napiszę o tym, skąd się wziął blog, bo to trochę również to "tu i teraz". Wziął się z chęci wylania z siebie tego, co wewnątrz, oczywiście w nadziei (mało logicznej, jak to nadzieja), że przyniesie to ulgę wnętrznościom. Może stąd, że wypowiadanie i wylewanie z siebie tych nieusystematyzowanych twierdzeń niezainteresowanym jednostkom, nie przynosi ulgi. Może stąd, że jednostek - nawet takich - niezainteresowanych, tudzież "drobnie" zainteresowanych, jest coraz mniej lub nawet wcale.
Myślę, że to wystarczy.

Jakie jest to "tu i teraz"? Jest jak... Kuweta.
Taka normalna, nie ta z żurnala. Życiowa Kuweta.
Od 2 miesięcy powtarzałam to twierdzenie koleżance A.M. do znudzenia tyle razy, że już nawet stworzyłam moją własną "kuwetową teorię".

Życiowa Kuweta.
Jeden ją ma, inny nie - ja swoją mam nader wielką i brzydką. Moja Kuweta jest obsikana mocno "tu i teraz". A ja odczuwam silną i stałą potrzebę oczyszczenia jej, wywietrzenia, ułożenia drobinek piasku, jak trzeba. Tyle, że co biorę łopatkę do ręki, przychodzi kolejna jednostka i mi do niej sika, tudzież tak jakoś samo mi życie sika i nici z czyszczenia. Piasek rozgrzebany, rozsypany dookoła, a cuchnie tak, że trudno mi podejść choćby na dwa metry.

A ja nie chce mieć kuwety! Serio. No, bo niby po co mi kuweta? Kotem nie jestem - tak mi się przynajmniej zdaje. No więc "tu i teraz" jest takie, że ta kuweta moja sobie jest i nie chce zniknąć, i uwierzcie jest to strasznie frustrujące.

Skąd ta kuweta się w ogóle bierze? - spytacie. Myślę, że na pewno jest, bo ją zauważam. Jest również dlatego, że nic nie jest tak, jak być powinno (no może większość) - a przynajmniej nie tak, jak bym chciała. Bierze się stąd, że jak na swoje lata powinnam być, w moim przekonaniu, w zupełnie innym miejscu, a niżeli "tu i teraz" jestem. Bierze się stąd, że mam szczęście do spotykania jednostek wysoce wyrafinowanych, cwanych i wykorzystujących mą życiową naiwność, które z chęcią zamieniają me życie w kuwetę. Myślę, że ja też trochę tę kuwetę buduję - swym lękiem, niezdecydowaniem, napięciem, bojaźliwością etc. etc. etc.

A kuwety być nie może! Kuweta jest niszcząca niczym robactwo, każdy uśmiech potrafi obrócić w łzy, każdą radość potrafi zmienić w smutek, każdy kto ją widzi, bierze nogi za pas - ale Ty od swojej kuwety uciec nie możesz, choćbyś bardzo chciał. Musisz w niej siedzieć tak długo, aż nie posprzątasz. Czasem trwa to miesiące, czasem lata, innym zabiera to całe życie.

Ja w swojej siedzę już jakiś czas i mówiąc szczerze: znudziło mi się!
Tylko jak zrobić tak, by ją w końcu posprzątać? Jak wyrzucić ten cały zasikany syf, by w końcu zaczęło ładnie pachnieć?
Szukam odpowiedzi na te pytania i staram się powoli kupić większą łopatkę, by wyrzucić wszystkie siuśki poza moją kuwetę.

Jak już mi się uda i ta wielka brzydka śmierdząca kuweta zniknie - dam znać.
A do tego czasu zapraszam do przyjrzenia się - jak przewracam ziarenka piasku w mej kuwecie, tak by w końcu dojrzeć kiełkującą pod nimi ziemię.

UFO


Komentarze:

26.07.2009, 18:21 :: 78.30.101.59
object
Najdroższa A.M. szukająca poklasku,

myślę, że jednak gdzieś popełniłyśmy błąd, a nawet dwa. Po pierwsze, wydaje mi się, że trudno mi będzie w końcu stać się mądrą (choć nadal walczę ;>), po drugie, Ty nie masz z czego chudnąć. Nasze założenia i plan były w związku z tym błędne, ze względu na brane pod uwagę nieprawdziwe przesłanki oraz próbę wprowadzenia teorii niemożliwej do wykonania w praktyce.
Co do kuwet - być może każdy je ma - patrząc na teorię zgodnie z twoim podejściem, natomiast wydaje mi się jednak, iż niektórzy potrafią zostawić je na długo, znieść do piwnicy, lub nawet o nich zapomnieć. Obecnie znam choćby jednego osobnika tak szczęśliwego, że zapomniał, gdzie tą swoją kuwetę schował... a przynajmniej tak mi się zdaje.
Co do hodowli nawozu - to z wielką chęcią! Poproszę dwa kilo! ;) Tylko jak go wyhodować moja droga? Masz może jakiś przepis, instrukcję "krok po kroku"?
Jeśli kiedyś nadejdzie ten moment, w którym będę szczęśliwą posiadaczką tych dóbr natury, do których zaliczasz nawóz, może skorzystam z twojej rady i wykorzystam je "do obrzucenia nimi kogoś innego". Ale nad tym muszę się jeszcze zastanowić, bo jak dobrze wiesz - sama nie chcę być tą, która sika innym w kuwety.

Całuję.

25.07.2009, 19:39 :: 212.76.37.188
Anna Maria szuka poklasku
Droga M...,

Z wielką troskliwością przeczytałam Twój wpis o kuwecie, spytasz się pewnie czy to źle że ją masz...Nie wiem, nie zapominaj że Ty od jakiegoś czasu według naszych ustaleń jesteś mądra a ja się odchudzam:P więc mogę powiedzieć jedynie tyle że zjadłam dziś tylko zupę pomidorową i jabłko:D ale moim zdaniem każdy ma swoja kuwetę tyle że różni się sposób wykorzystania, możesz albo ją oczyścić albo poczekać aż stworzy się trochę naturalnego nawozu i następnie wykorzystać dobra natury do obrzucenia nimi kogoś innego:P Takie jest życie albo wóz albo wywóz:]

25.07.2009, 19:37 :: 78.30.95.128
object
perp
masz rację w dużym stopniu - muszę przemyśleć Twoją propozycję.

kal-amburka
witaj! Mam nadzieję, że nie zawiodę oczekiwań :)

25.07.2009, 17:25 :: 193.59.255.222
kal-amburka
Dobrze. Ja się przyjrzę.

25.07.2009, 16:52 :: 83.5.141.83
perp
wywal ten cały brudny piasek jednym zamachem, a nie baw się w wyjmowanie pojedynczych ziarenek, bo się przy tym cała upierdolisz ;/

ownlog.com :: forum :: wróć

Layout

Layout by Inez
for Szablony.Blogowicz.info.