się porobiło się!!!


Link 01.07.2010 :: 11:59 Komentuj (0)
ale jaja!
wiecie co? zapomniałam, że mam bloga! no zapomniałam jak nic! a tak sobie obiecywałam rok temu w myślach i w sercu, że nie zapomnę i będę ładnie prowadzić i pisać, pisać, i pisać, i co ... no i dupa! ;) z tego teraz wynika, że:

a. mam słomiany zapał
b. mam słomiany zapał i nawet bloga prowadzić nie umiem
c. mam ciekawe życie i mam blogi w tyłku
d. działo się tyle, że nie było kiedy pisać...

teraz pytanie - która z powyższych odpowiedzi jest prawidłowa? wybierzcie sobie jaką kto woli.
no ale dobra.
BIJĘ SIĘ W PIERSI MOCNO (bardzo mocno! - sadyści teraz są pewnie zadowoleni) I OBIECUJĘ POPRAWĘ (pewnie najbardziej motywowaną chęcią udowodnienia sobie, że nie mam słomianego zapału, jestem człowiekiem dojrzałym i takie tam inne pierdoły).

przez rok wydarzyło się tyle i jeszcze więcej i jeszcze TROCHĘ - że aż trudno to krótko opisać - tym bardziej trudno to opisać, jak się nie chce ;) a więc poczekam aż mi się zachce i napisze coś może. to nie nastąpi teraz, ale na pewno niebawem, więc przygotujta się!

i pamiętajcie ja tu cały czas jestem i obserwuję! ;)

chciałam tylko wszem i wobec (albo tylko sobie) oświadczyć, że szukająca poklasku działa mocno w branży rozrywkowej i ma się dobrze (ja w sumie też mam się dobrze a co - zaryzykuję to stwierdzenie!), a ja trzymam kciuki, żeby ta jej pineska się nigdy nie popsuła ;)

no to do wieczora...

UFO

Młodociana jesień życia


Link 30.09.2009 :: 10:18 Komentuj (1)
Znowu przyszło mi pisać po długiej przerwie - nie żebym była aż tak zajęta, ja po prostu ostatnio jestem mocnym przykładem lenia śmierdzącego, zwłaszcza jeśli chodzi o rzeczy, których robić nie trzeba
lub nie trzeba na już
lub nie trzeba wcale
lub też tych, które trzeba, ale wymagają wysiłku.

moje lenistwo, jak wierzę i obserwuję bieże się z wyczerpania psychicznego no i oczywiście z zawirowań kuwetowo życiowych (też to odkryłam Amerykę, doprawdy!!!).

Przydałoby się napisać (chyba?) jak siuśki w kuwecie itp. No więc w końcu udało nam się jednak (JEDNAK - BO WĄTPLIWOŚCI W PEWNYM MOMENCIE BYŁY BARDZO DUŻE) ucieć z Szukającą Poklasku spod australijsko-germańskiego oprawcy. W związku z tym ja kończę (albo zaczynam)swe męki dotyczące życia zawodowego od poniedziałku, Szukająca od przyszłego miesiąca. Nasz oprawca o australijskich korzeniach lubiący panikę i wszelakie zdrobinienia imion damskich (jak Aluniuniuniuniunia) nie poszczycił się refleksją na temat przyczyn związanych z rozpadem 2/3 zespołu. Trudno - problem oprawcy.
Sytuacja jest mimo wszystko czysta miła i klarowna i w piątek nadchodzi pożegnanie - chyba przyniosę alkohol do pracy i wpompujemy go w żyły po 16:45, w końcu tak ważny dzień trzeba jakoś uczcić!!!!
Sytuacja ogólnie jest fajna, nie lubię wypalenia zawodowego bardzo, dlatego jest fajna, bo wypalenie się skończy w pewnym zakresie.
Strasznie mnie natomiast denerwuje (żeby nie przeklinać) reakcja wielu znajomych w stylu "O JEJU JEJU A CO TY TERAZ ZROBISZ, PRACE NOWA MASZ? NIE MASZ? O JEJU JEJU JEJU ALE JAK TO? JAK TY SOBIE PORADZISZ??? AAAA!!! MOWISZ, ŻE PORADZISZ? ZNAJDZIESZ PRACĘ??? NIEEE, TO NIE MOŻLIWE! ALE JAK TO? NIE PRZEJMUJESZ SIE? JAK TO? ANO DOBRA, W SUMIE TO DOBRZE, ŻE SIĘ NIE PRZEJMUJESZ, NO TAK TRZEBA BYĆ SILNYM, BLA BLA BLA ... to nic, że tę siłę właśnie w Tobie podkopuję. Eh ludzie.
Trudno uwierzyć niektórym jednostkom, że w świecie kryzysu dla człowieka przedsiębiorczego nie ma problemu, i że trzeba wierzyć w siebie nie tylko sloganowo i działać, działać i przeć do przodu! A nie załamywac ręce! Ale ja to rozumiem - nie potępiam - każdy myśli inaczej - ALE JEŚLI JESZCZE RAZ USŁYSZĘ KOMENTARZ W TYM STYLU, PRZYSIĘGAM DAM W PYSK NA OTRZEŹWIENIE, A NA DOKŁADKĘ KOPNĘ W DUPĘ! O!
ale dość już o tym, bo to nudne jak flaki z olejem.

Ciekawe jest natomiast pewne zjawisko, które niedawno zaobserwowałam.
Zjawisko, w którym młodzi ludzie, zakładający rodziny bądź nie, rodzący dzieci bądż nie, ale na pewno należacy do pokolenia urodzonych mniej więcej w latach 1978 - 1983 z wielkim oddaniem, a czasem nawet szaleństwem w oczach - na siłę kreują się na dojrzałych emocjonalnie, poważnych, nie przeklinających, dystyngowanych ludzi. Prawie jak arystokracja. No i oczywiście są w tym przecież tacy fajni - o przepraszam!!!, miałam na myśli tacy wielce interesujący .
Ogólny spokój, harmonia, wartości rodzinne, jesień życia itp.
Tyle, że to wszystko jakieś takie sztuczne, przyklejone, założone, jak jesienny płaszcz. Niepotrzebne. Do wyrzygania. Ja tego nie kupuję. Gdzieś tam w środku ktoś się dusi i to widać.
Zero radości życia - tylko obowiązki i powaga. DOJRZAŁOŚĆ. Z osób 20-paroletnich lub 30-sto letnich robią się ponad 40-sto latki. Ja uważam, że to smutne.
Uważam, że śmiać się, żartować, dokazywać i luzować, nie znaczy być niedojrzałym, mało inteligentnym, niewartym uwagi.
Nie znaczy prawda?
Czy może znaczy?

Może powinnam stać się szara, smutna, poważna, elokwentna, dystyngowana? (i to nie na spotkaniach biznesowych, ale w pubie na piwie z rówieśnikami)
Powinnam?!
Czy może jednak nie?

Muszę jak najszybciej wyjść za mąż i zrobić co najmniej czwórkę dzieciaczków? (ja nie mówię, że to złe, bo na pewno kiedyś zrobię tę mega zajebistą czwórkę ludzi).

Chyba mam kryzys niedojrzałej tożsamości.
Mam?
A może jednak nie mam?

Jak to mawia Szukająca poklasku : O FAKEN SZIT!!!!!




UFO

nie pół-etatowiec wymagający odświeżenia


Link 08.09.2009 :: 10:12 Komentuj (3)
Witam drogich nie - czytelników mojego bloga ;)

Trochę czasu minęło od mojej ostatniej bytności na blogu, ale to ze względu na urlopy w pracy, czyli desperackie próby wyjścia z życiowej kuwety. Trochę wyskoczyć poza plastik ścianek kuwety się udało - na szczęście, ale ledwo co ogarnięty piasek, siuśki i kupki zostały zmieszane i porozrzucane po pojemniku ponownie, już pierwszego dnia po urlopie, jak tylko zaliczyłam powrót do pracy. Eh życie.

Ale się zdenerwowałam - "bo środków nie ma i kryzys jest i może na pół eteatu, by Pani przeszła?" CO? Ja i pół etatu?!!!!!!!!!!! Ja i pół etatu? - "JEŚLI BĘDZIE W OGÓLE TAKA MOŻLIWOŚĆ"?! ŻE SŁUCHAM?! KURWA?!

Ja i pół etatu to jak słoń na biegunie północnym, tudzież możliwość zarobienia miliona złotych w ciągu miesiąca przez przeciętnego absolwenta szkoły zawodowej o profilu szklarz (nie obrażając szklarzy, których serdecznie pozdrawiam). kurde mole! to chyba kpiny! zrozumcie to są na prawdę kpiny: pracownikowi, który zapierdala, jak wół, rozwija wam biznes załatwiając 5 spotkań w godzinę z największymi firmami na rynku międzynarodowym, tudzież pracownikowi, dzięki któremu spotykacie się z jednym z dziesięciu najbogatszych Polaków (z którym to możecie ubić niezły deal)?!?!?!

ja się was pytam: czy takiemu pracownikowi (tak, tak mam na myśli siebie) proponujecie pół etatu?!
gówno!
nikt o zdrowych zmysłach tego nie robi - tylko z pasją i uporem maniaka rozwija takiego pracownika i wkłada w niego wkłada (bynajmniej nie zszywacze i nie kopniaki i nie inne zboczone rzeczy, które wam pewnie przyszły na myśl jako pierwsze), a środki na to, by mógł się rozwijać i kształtować swój potencjał! o ! tym bardziej powinniście tak robić, jeśli jesteście ekspertami od potencjału ludzkiego tudzież motywowania ludzi! zapamiętajcie, gdybyście chcieli popełniać taki błąd.
a tu, co mamy?
dupę - nię motywację proszę Państwa!

tym oto sposobem moja zdechnięta wcześniej (bo już przed urlopem) motywacja, padła całkowicie i ostatecznie, i powiedziałam KUPA NIE PÓŁ ETAT - SZUKAM ROBOTY GDZIE INDZIEJ!
i szukam tym sposobem od wczoraj! może w końcu znajdę jakiegoś normalnego człowieka w tym bizensie, który byłby dla mnie matko-ojcem i wprowadzał dalej w kanony pracy trenera, szkoleniowco - hrowca i inne ciekawe tego typu rzeczy.

GDZIE MOJA PRACOWA MAMUSIO-TATUSIA, KTÓRA PIERSIĄ OSŁONI I DA SIĘ ROZWIJAĆ, ALE CO JAKIŚ CZAS WYPCHNIE NA GŁĘBOKĄ WODĘ?!


mamusiu! szukam Cię! gdzie jesteś?
hehehe.

no! ale nie myślcie sobie, że jakaś załamana jestem. nieeeeeeeeeeeeeeee, ja jestem bardzo zadowolona, a jak mi się dowcip zaognił i jaka się zrobiłam ripostowa (że w sensie rzucam konkretne riposty na lewo i prawo). a to wszystko nie na siłę. to tak wewnętrznie z pełnej niechęci się wzieło i obojętności. no, bo jak mam w dupie, to od teraz już nie będę tego ukrywać - mam w dupie i mówię do szefowej: "PSZE PANI ALE MAM TO W DUPIE, BO TO GŁUPIE JEST I NIEROZWOJOWE JAKIEŚ. DUPA PSZE PANI PREZES"

lżej na duszy się robi mówię wam. jeszcze tylko poza tą pracą coś by się odświeżyło, bo nudzi mi się jakoś.
na kawę bym jakąś poszła do kawiarni i Starówkę obejrzała, o albo Łazienki! i zdjęcia porobiła! oh! pięknie by bylo!
no to co? facet, by mnie jakiś zabrał no. czy co?

no to nic. koniec biadolenia. idę dalej szukać mamusio-tatusia no i jakiegoś kompana do wyjść plenerowych (tak na serio, to nie musi być męskiej odmiany).

buziaki.
nie-półetatowe ufo.

p.s. a może frytki do tego?

hard - workowcy i aniołkowa motywacja


Link 07.08.2009 :: 15:58 Komentuj (2)
ano witojcie!!!!

trochę było przerwy w pisaniu, bo gorąco jest i sił brak, a tu człowiek o chleb walczyć musi ... same przeszkody i negatywy - chyba rozumiecie?

złe rzeczy się dzieją w państwie noszym panicku, oj złe!

pisząc w państwie mam na myśli naszą firmę - matkę swych aniołkowych dziadków, których to i przytulić miała w dobie kryzysu, a i pocieszać obiecywała, a tu tylko - jak to w życiu bywa - daje nam w dupę i w dupę ... do tego ostro, mocno i zamaszyście z kopa lewą nogą w prawy poślad! tak tak! co najmniej kilka razy w tygodniu! full servis!

o za coś nas tak pokarał o Panie?!

od tych wszystkich kopów i innych plaskaczy na otrzeźwienie młodzieńczego wręcz w swych przekonaniach i wierzeniach umysłu, odechciało nam się z szukającą poklasku wszystkiego, dosłownie, "tu i teraz"

stan naszej motywacji podminowywany co jakiś czas przez matkę aniołków osiągnął najtotalniejsze minimum z możliwych, po czym właśnie dziś stwierdziłyśmy jedno:

JESTEŚMY "HARD - WORKOWCAMI"!!!

"Hard-workowiec" to taki ktoś kto zapierdala w pracy niedoceniany wyzyskiwany trochę naiwny, a częściej wierzący po prostu w ideały. zapierdala i zapierdala taka osoba za bezcen i w nagrodę dostaje kopa w lewego poślada ...
rozwiązanie: "uciekać gdzie pieprz rośnie!" choć proste jest trudne do realizacji - przecie mamy kryzys! i nam się nie chce - a nie chce nam się od tych kopów właśnie

serwowane co jakiś czas - wzbudzają większą niechęć, ale też wiążą z macochą naszą i nie zostaje już żadna siła do walki lub choćby ucieczki - koło się zamyka i dalej nadstawiamy te swoje piękne posiniaczone tyłki

A KOP SE PANI! KOP!

to właśnie my - "hard-workowcy"
- nie urywamy od interneta, ale od przelewa na pewno!

na szczęście wszystko ma swój kres, a i motywacja aniołkowa kiedyś musi paść i zgnić! właśnie! i powoli zbliżamy się do myśli, ale i też działania, w którym to odetniemy z szukającą poklasku swe pępowiny od matki naszej aniołkowej i wzbijemy się na skrzydłach w Polskę! a może nawet w świat hen hen i dalej!

tak właśnie będzie... nastanie piękny czas,

i wtedy mając swój bagaż doświadczeń napiszemy artykuł o syndromie "hard - workowca" do znanego i czytanego przez miliony wyzyskiwanych i wyzyskiwaczy pisma zawodowego

a tymczasem udało nam się zebrać siły do minimalnych ucieczek:

ja odlatuje do ciepłych krajów a szukająca poklasku odlatuje nad zimne polskie morze

olaboga! oby to coś dało!

poniżej główny inspirator młodych zdolnych niedocenianych "hard - workowców"




P.S. za inspirację w nazewnictwie tegoż wpisu podziękowania ślę szukającej poklasku

UFO

w lesie


Link 30.07.2009 :: 14:04 Komentuj (0)
Dziś rozpoczęła się seria leśna.

Oto pierwszy bubel , który stworzyłam w tej serii:





W miarę powstawania nowych, będę je tu dodawać.

UFO

[edit] next one:



Ulubione odcienie


Link 29.07.2009 :: 12:03 Komentuj (2)
Z racji niezmiennego siedzenia w kuwecie oraz totalnego braku motywacji, dziś zamiast pracować w trudzie, od rana zajęłam się czymś przyjemnym (to zaczyna być niebezpieczną normą).

Poniżej - co z tego powstało:



Uwielbiam oczy - patrzeć na nie, rysować, fotografować, te to nawet mogłabym namalować! (co jest rzadkością wielką). Mogłabym w zasadzie spokojnie powiedzieć, że mam fetysz oczu (dziś sprawdzę, czy takowy zaklasyfikowano), więc tych oczu różnych różnistych znajdzie się tu pewnie sporo w przyszłości.


A poniżej też oczy, ale już nie same.




UFO

check up your safety belts - właściwe: Kuweta.


Link 25.07.2009 :: 16:07 Komentuj (5)
Przyszedł najwyższy czas na pierwszv wpis.

Piszę pierwszy, bo poprzedni, testowy, się nie liczy. Nazwijmy to - egzystencjalnie - nie wnosi nic... niech będzie więc zerowym.

Jak powinnam zacząć? Moje stereotypy narzucają mi, że powinno się zacząć od wytłumaczenia powodu założenia bloga, napisania o sobie bla bla bla i jeszcze trochę bla bla bla, a potem więcej bla bla bla. Nie chce mi się.
Ja zacznę od razu od tego, od czego powinnam - czyli od "tu i teraz".
No może trochę napiszę o tym, skąd się wziął blog, bo to trochę również to "tu i teraz". Wziął się z chęci wylania z siebie tego, co wewnątrz, oczywiście w nadziei (mało logicznej, jak to nadzieja), że przyniesie to ulgę wnętrznościom. Może stąd, że wypowiadanie i wylewanie z siebie tych nieusystematyzowanych twierdzeń niezainteresowanym jednostkom, nie przynosi ulgi. Może stąd, że jednostek - nawet takich - niezainteresowanych, tudzież "drobnie" zainteresowanych, jest coraz mniej lub nawet wcale.
Myślę, że to wystarczy.

Jakie jest to "tu i teraz"? Jest jak... Kuweta.
Taka normalna, nie ta z żurnala. Życiowa Kuweta.
Od 2 miesięcy powtarzałam to twierdzenie koleżance A.M. do znudzenia tyle razy, że już nawet stworzyłam moją własną "kuwetową teorię".

Życiowa Kuweta.
Jeden ją ma, inny nie - ja swoją mam nader wielką i brzydką. Moja Kuweta jest obsikana mocno "tu i teraz". A ja odczuwam silną i stałą potrzebę oczyszczenia jej, wywietrzenia, ułożenia drobinek piasku, jak trzeba. Tyle, że co biorę łopatkę do ręki, przychodzi kolejna jednostka i mi do niej sika, tudzież tak jakoś samo mi życie sika i nici z czyszczenia. Piasek rozgrzebany, rozsypany dookoła, a cuchnie tak, że trudno mi podejść choćby na dwa metry.

A ja nie chce mieć kuwety! Serio. No, bo niby po co mi kuweta? Kotem nie jestem - tak mi się przynajmniej zdaje. No więc "tu i teraz" jest takie, że ta kuweta moja sobie jest i nie chce zniknąć, i uwierzcie jest to strasznie frustrujące.

Skąd ta kuweta się w ogóle bierze? - spytacie. Myślę, że na pewno jest, bo ją zauważam. Jest również dlatego, że nic nie jest tak, jak być powinno (no może większość) - a przynajmniej nie tak, jak bym chciała. Bierze się stąd, że jak na swoje lata powinnam być, w moim przekonaniu, w zupełnie innym miejscu, a niżeli "tu i teraz" jestem. Bierze się stąd, że mam szczęście do spotykania jednostek wysoce wyrafinowanych, cwanych i wykorzystujących mą życiową naiwność, które z chęcią zamieniają me życie w kuwetę. Myślę, że ja też trochę tę kuwetę buduję - swym lękiem, niezdecydowaniem, napięciem, bojaźliwością etc. etc. etc.

A kuwety być nie może! Kuweta jest niszcząca niczym robactwo, każdy uśmiech potrafi obrócić w łzy, każdą radość potrafi zmienić w smutek, każdy kto ją widzi, bierze nogi za pas - ale Ty od swojej kuwety uciec nie możesz, choćbyś bardzo chciał. Musisz w niej siedzieć tak długo, aż nie posprzątasz. Czasem trwa to miesiące, czasem lata, innym zabiera to całe życie.

Ja w swojej siedzę już jakiś czas i mówiąc szczerze: znudziło mi się!
Tylko jak zrobić tak, by ją w końcu posprzątać? Jak wyrzucić ten cały zasikany syf, by w końcu zaczęło ładnie pachnieć?
Szukam odpowiedzi na te pytania i staram się powoli kupić większą łopatkę, by wyrzucić wszystkie siuśki poza moją kuwetę.

Jak już mi się uda i ta wielka brzydka śmierdząca kuweta zniknie - dam znać.
A do tego czasu zapraszam do przyjrzenia się - jak przewracam ziarenka piasku w mej kuwecie, tak by w końcu dojrzeć kiełkującą pod nimi ziemię.

UFO




check up your safety belts


Link 25.07.2009 :: 11:26 Komentuj (2)
no to zaczynamy ...

check one